
Cześć!
Mam na imię Asia i jestem animatorką dla dzieci.
Prowadzę animacje dla dzieci na weselach, chrzcinach, komuniach, urodzinach, przyjęciach okolicznościowych, festynach, wydarzeniach i eventach na terenie woj. lubelskiego i mazowieckiego.
Swoją przygodę z animacjami dla dzieci tak naprawdę zaczęłam już podczas pracy w żłobku w Lublinie na początku 2019 r.
Od tego czasu zajmuję się maluszkami w wieku od 6 miesiąca, przedszkolakami w wieku od 3 do 6 lat, dziećmi z klas podstawowych 1-3, a nawet i starszymi, jeśli trzeba.
Prowadzę zajęcia dydaktyczne i zabawy adekwatnie do wieku dzieci z uwzględnieniem ich rozwoju psychomotorycznego, emocjonalnego i społecznego.
W międzyczasie ukończyłam kursy w ośrodku szkoleniowym Iskra:
- Animator zabaw dziecięcych,
- Animator tańca.
Regularnie uczestniczę też w ogólnopolskich szkoleniach, takich jak m.in. Ogólnopolskie Szkolenie Animatorów (OSA) i stale poszerzam swoje kwalifiakcje.

Jestem szczęśliwą mamą dwójki dzieci oraz żoną wspaniałego mężczyzny, który stworzył tę stronę (mężu – dziękuję!).
Cały czas śledzę trendy w branży i regularnie rozszerzam ofertę m.in. o nowe zabawy taneczne, pomysły na zabawę z dziećmi, a nawet… z uczestnikami weselnej biesiady 😉
Tyle o mnie! Teraz Twoja kolej, oczywiście o ile masz ochotę porozmawiać o animacjach dla dzieci.
Hej, nadal tu jesteś?
Wciąż chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o mnie?
W takim razie mam dla Ciebie historię pewnej Asi…
Rozdział 1: Rutyna
Na początku 2019 roku, w jednym z lubelskich żłobków, każdy dzień miał ten sam, znajomy rytm.
Ten sam zapach porannej kawy, te same zabawki układane w tych samych pudełkach i ten sam, cichy głos w głowie, który szeptał: „To nie jest Twoje miejsce”…
Kochałam pracę z dziećmi – ich bezgraniczną energię i szczery śmiech.
Czułam jednak, jak moja energia gaśnie, zamknięta w sztywnych ramach systemu.
Jakbym miała w sobie gotowy scenariusz na najwspanialszy festiwal radości, ale mogłam czytać tylko jeden, wciąż ten sam, krótki wierszyk.
Dusiłam się.
Monotonia tłumiła pasję, która zamiast eksplodować kolorami, szarzała, szarzała i szarzała…
Widziałam w oczach dzieci potencjał do beztroskiej, kreatywnej zabawy, której nie mogłam im dać na pełną skalę.
Jednocześnie patrzyłam na znajomych i rodzinę, którzy, choć mierzyli się z wyzwaniami własnych firm, mieli w oczach ten rodzaj iskry, za którą tęskniłam będąc na etacie – iskrę satysfakcji i wolności.
Wypalenie zawodowe stawało się coraz cięższe.
Marzenie o własnej ścieżce – coraz głośniejsze.
Nie mogłam tak dłużej żyć.
Rozdział 2: Skok na głęboką wodę
Poszłam na dłuższy urlop.
Ta decyzja była czymś więcej niż tylko potrzebą odpoczynku.
Była aktem ucieczki i desperackim poszukiwaniem przestrzeni.
Zwolniłam, zajrzałam w głąb siebie, a wszechświat odpowiedział.
Pojawili się nowi ludzie, a przypadkowe rozmowy zaczęły otwierać drzwi, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Świat animacji dla dzieci otwierał się przede mną i zapraszał do środka.
To nie było jedno olśnienie, ale seria szczęśliwych zbiegów okoliczności, które układały się w nowy, ekscytujący obraz.
Przestałam na siebie patrzeć, jak na opiekunkę ze żłobka. Stawałam się kobietą z wizją.
Wtedy zaczął się prawdziwy test.
Rzucenie stałej pracy przy dwójce dzieci i przeciętnym domowym budżecie było jak skok na głęboką wodę.
Strach mieszał się z ekscytacją.
Pierwsze zarobione pieniądze od razu poszły na sprzęt animacyjny.
Aż wreszcie nadszedł dzień próby – mój pierwszy festyn rodzinny w przedszkolu.
Kilkadziesiąt par oczu, dziecięcych i dorosłych, wpatrzonych we mnie.
Nie miałam profesjonalnego zaplecza.
Nie miałam zbyt wiele rekwizytów.
Postawiłam wszystko na jedną kartę – na swoją energię.
Zamiast sprzętu użyłam serca.
I stało się coś magicznego.
Udało się!
W gwarze śmiechu dzieci i radości rodziców udowodniłam, że moja pasja jest potężniejsza niż jakiekolwiek ograniczenia.
Szczególnie te, w mojej głowie.
Rozdział 3: Wolność
Dziś, gdy staję na środku weselnego ogrodu, urodzinowego przyjęcia czy firmowego pikniku, jestem już w zupełnie innym miejscu.
Jestem dyrygentką dziecięcej radości.
Moją supermocą jest wolność – wolność tworzenia światów bez scenariusza, puszczania wodzy fantazji i dawania dzieciom 100% uwagi, której tak bardzo pragnęłam im ofiarować.
Największym sukcesem nie są jednak kolejne zlecenia na animacje, ale to, co stało się po drodze.
Zamieniłam wyniszczającą rutynę na nieograniczony plac zabaw.
Co najważniejsze, ta nowa droga dała mi coś bezcennego – czas.
Czas dla własnych dzieci i rodziny, by spędzać go tak, jak wszyscy lubimy najbardziej.
Historia zatoczyła koło. Wciąż otacza mnie śmiech dzieci, ale teraz brzmi on inaczej.
To nie jest już tylko śmiech moich podopiecznych.
To także śmiech mojej wolności i spełnienia jako animatorki dla dzieci.

